fbpx

Dwie postawy rodzicielskie: nadopiekuńczość i wycofanie rodzica oraz ich konsekwencje dla rozwoju dziecka

Dwie postawy rodzicielskie: nadopiekuńczość i wycofanie rodzica oraz ich konsekwencje dla rozwoju dziecka

Nie chodzi oczywiście o generalizowanie, że zawsze tak jest i że każdy ma takie doświadczenia z rodzicami lub, że sam tworzy taki model rodziny. Oczywiście, że tak nie jest i doskonale wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Chcę opisać jedynie pewien model systemu rodzinnego, który bardzo często pojawia się w opowieściach moich pacjentów. Jest to model pt.: obecna, troskliwa, często nadopiekuńcza matka i nieobecny, nieaktywny, nieudzielający się ojciec.

Bardzo dużo pracuję z ludźmi, czy to indywidualnie czy z parą czy z dzieckiem, czy to z rodzicami dzieci… Ostatnio bardzo często słyszę o takim doświadczeniu związanym z relacją z rodzicami, gdzie mamy są obecne i nawiązują z dziećmi bliską troskliwą relację, a ojcowie… trzymają się z boku. Często słyszę, że wynika to z faktu, iż matki są bardziej empatyczne i potrafią rozmawiać, a ojcowie dużo pracują i nie chcą się „mieszać”. Jak to wygląda w praktyce? Gdy dziecko ma problem, z którym nie może sobie poradzić, wie, że gdy pójdzie do mamy uzyska pomoc, a przynajmniej zostanie wysłuchane. Do ojca nie idzie, ponieważ albo uważa, że i tak go to nie interesuje, albo ojciec jest taką osobą, która skupia się głównie na egzekwowaniu wymagań i zatrzyma się na problemie, czyli na tym, że coś jest nie zrobione, a nie na próbie wniknięcia w przyczynę takiego stanu rzeczy, czyli poszukanie wraz z dzieckiem powodu oraz możliwych jego rozwiązań czy zwyczajnej rozmowy z nim o tym.

Często gdy zadaje pytanie: „Do kogo udawałeś/udawałaś się jak miałeś/miałaś problem?” Słyszę, że albo do nikogo, sam sobie radziłem, albo ewentualnie do mamy, bardzo rzadko słyszę, żeby ktoś udawał się ze swoim problemem do taty. Gdy pytam o powód takiego stanu rzeczy, słyszę: „bo i tak nikogo to nie interesuje, mama przynajmniej się stara pomóc, natomiast ojca w ogóle nie interesuje co się ze mną dzieje”. Kiedy dopytuję dalej bardzo często słyszę, że ojcowie dużo wiedzą o swoim dziecku, lecz informacji zasięgają – uwaga – u mamy. Bardzo rzadko pytają swoje dziecko wprost o jego sprawy, problemy, jego sytuację. Oznacza to prawdopodobnie, że to nie tak, że dziecko i jego problemy nie interesują ojca, skoro dowiaduje się o nich od matki, tylko z jakiegoś powodu sam nie inicjuje kontaktu z dzieckiem w ten sposób, aby pokazać mu, że o tym myśli, że to dla niego ważne.

Dlaczego ojcowie dowiadują się od matek co dzieje się z ich dzieckiem? Dlaczego nie rozmawiają ze swoimi dziećmi? Co to budzi w dziecku? Budzi to poczucie, że ojca zupełnie nie obchodzę, ani ja ani moje problemy, uczucia, że jest mu to obojętne co się ze mną dzieje, że uaktywni się jeśli coś przeskrobie i trzeba będzie mnie skarcić, no bo ktoś w końcu musi w domu trzymać dyscyplinę. Dziecko z doświadczeniem relacji z takim rodzicem nie będzie mogło zbudować stabilnego obrazu swojej osoby oraz zdrowego poczucia własnej wartości, gdyż do tego potrzebuje odzwierciedlenia zarówno ze strony jednego jak i drugiego rodzica. Mama daje inne komunikaty, ojciec inne, oba równie ważne i pożądane, jeśli jednego zabraknie, obraz jest niepełny. Obraz dziecka jest wręcz zaburzony, gdy jedno z rodziców jest wycofane i nie bierze aktywnego udziału w wychowaniu dziecka. No bo co to mówi dziecku, kiedy nie widzi i nie słyszy zainteresowania ze strony swojego taty? „Nie obchodzę go, jestem dla niego nieważny, nieciekawy, nieinteresujący na tyle, żeby ze mną porozmawiać, zapytać co czuję, czego pragnę, z czym mam kłopot”.

Jak taki brak odzwierciedlenia przekształca się w swój własny obraz w dorosłości? Dokładnie w taki sam sposób zaczynamy myśleć o sobie „Jestem nieważny, nieinteresujący, nikogo nie obchodzi co czuję, co się ze mną dzieje, z czym mam problem, nikt nie będzie chciał słuchać tego co mam do powiedzenia”. Jak krótka jest to droga do bycia wycofanym, niepewnym siebie, niemówiącym o sobie innym nietrudno się domyślić. Nasz głos wewnętrzny nie tworzy się jedynie ze słów, które padły, tworzy się też z braku tych słów, na które się czekało.

Inne konsekwencje nieobecny emocjonalnie ojciec wywoła u dziewczynki, inny u chłopca. Dziewczynka to od swojego ojca, jako pierwszego mężczyzny jej życia dowiaduje się, że jest piękna, że jest atrakcyjna, że jest śliczną dziewczynką którą jej ojciec może się zachwycać. Wyrośnie dzięki temu na kobietę świadomą swojego kobiecego piękna, pewną siebie i ze zdrowym poczuciem wartości, które nie będzie desperacko potrzebowało potwierdzeń ze strony otoczenia, że jest ładna, że nie jest gruba, brzydka, itp. Chłopiec natomiast brak ojca przeżywa w postaci braku męskiego wzorca do naśladowania, braku wskazówek co to znaczy być mężczyzną, jak się zachowywać, jak traktować kobietę, jak tworzyć z nią spełnioną relację, często tacy chłopcy wyrastają na mało pewnych siebie lub agresywnych mężczyzn.

Dlaczego ojcowie dowiadują się co się dzieje z ich dzieckiem od mam? Dlaczego mężczyźni tak rzadko inicjują rozmowę? Dlaczego ojcowie tak rzadko są wobec swoich dzieci ciepli, pełni troski, opieki, czułości? Dlaczego zostawiają to mamom? Czy chodzi o model wychowania, w którym mężczyznom nie wypada okazywać uczuć? W którym nie uczy się ich rozmawiać wprost o tym co ich boli? Czy dlatego, że wmawia się im, że okazywanie troski i zmartwienia to okazywanie słabości, i że jest to niemęskie? Czy przytulenie dziecka i wzruszenie się na jego jasełkowym przedstawieniu w przedszkolu to coś czego nie wypada pokazywać, robić, czuć? Obawiam się, że właśnie tak wiele mężczyzn było i nadal jest wychowywanych. Że mają być silni, męscy, pokazywać władzę, pilnować dyscypliny, krzyknąć jak coś się popsuje, że mają się nie mazać, nie płakać, nie pokazywać, że mają problem. Jak zatem taki mężczyzna ma stać się ciepłym, empatycznym, opiekuńczym ojcem? Oj ciężka to praca nad sobą aby tak się stało.

Kilka słów należy się tu jeszcze mamom, które w przedstawianym tu systemie są obecne. Przez swoje dzieci widziane są jako mamy, które interesuje co dzieje się z dzieckiem, są dostępne, zazwyczaj zaangażowane w rozmowy i pomoc. Są to niekiedy takie mamy, które swoją pomoc ofiarują w sposób nadmiernie opiekuńczy, tzw nadopiekuńczy, aż nadto interesując się tym co dzieje się z dzieckiem i aż nadto martwiąc się o nie. Zostawiają mu tym samym zbyt mało przestrzeni na eksplorowanie własnej życiowej przestrzeni, popełnianie błędów i uczenie się na nich. Pozostawiając poczucie, że świat jest dość mocno skomplikowany i niebezpieczny, i że ciężko poradzić sobie w takim świecie samemu, bez pomocy i wsparcia mamy czy kogoś innego przy kim można się poczuć bezpiecznie. Niestety często u dzieci wychowywanych w ten sposób rozwijają się zaburzenia lękowe, chroniczne poczucie zagrożenia i poczucie nieporadzenia sobie w życiu, często osoby takie poszukują też takiej osoby do wejścia w związek, która zapewni jej poczucie bezpieczeństwa i schronienia. Obecność i dostępność mamy jest nie do przecenienia, jednak jak widać w powyższym opisie warto zdawać sobie sprawę z konsekwencji niewyważenia swojej opiekuńczości wobec dziecka.

Wracając jeszcze na koniec do obojga rodziców: Ojcowie jesteście potrzebni swoim dzieciom! Jesteście potrzebni ze swoimi uczuciami, słabościami, problemami, łzami, wątpliwościami, z tym wszystkim co wasze, co prawdziwe i autentyczne. Nie potrzeba bowiem dziecku idealnych rodziców, potrzeba im rodziców obecnych i prawdziwych, takich, do których zawsze można przyjść i mieć poczucie, że jest się chcianym i mile widzianym. Mamy kochajcie swoje dzieci i obdarzajcie je wiarą w swoje możliwości, nie martwcie się o nie zbytnio, pozwalajcie na upadki, tak aby mogły wyrosnąć na dorosłych wierzących w siebie i swoje możliwości.

Add Your Comment

error: Content is protected !!